O mnie

Ha! Nadszedł ten dość niezwykły dzień, kiedy się (w końcu) ogarnęłam i postanowiłam uzupełnić lukę o wdzięcznej nazwie "o mnie". 


Zatem Paulina, rocznik 95, miło mi. 

Gdybym urodziła się w renesansie i nie wyszłoby mi bycie artystą (co jest całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że jestem kobietą i zakładając, że nie miałabym ojca artysty) zapewne porzuciłabym całe swoje dotychczasowe życie, przebrała się za faceta i wyruszyła w podróż razem z Kolumbem. Zapewne to także by mi nie wyszło, gdyż w wieku dwudziestu lat miałabym już gromadkę dzieci i męża. 

Jestem ciekawska. Po prostu. Okropnie ciekawska, cholernie ciekawska, jak zwał, tak zwał. I uparta. Jak osioł. Spokojnie można by mnie porównać do Osła ze Shreka. Tak jak on gadam nieustannie, zawsze mam dobry humor i jeśli nie usłyszę naprawdę porządnych argumentów, zdania nie zmienię. 

Interesuję się (nawet jeśli to wiedza tylko powierzchowna i tzw. "liźnięcie tematu") wszystkim, czego nie znam, nie rozumiem. I albo coś mnie zafascynuje, albo idę dalej. Jednak jeśli coś mnie zachwyci, to wpadam na amen. Jakbym składała śluby wierności mojej pasji, mówiąc jej codziennie "i że cię nie opuszczę aż do śmierci". A czymże ta pasja jest? Cóż, tworzeniem. Nie żadnym konkretnym - owszem, maluję, rysuję, robię na drutach. Czasami coś wyrzeźbię, czasami coś napiszę. Od czasu do czasu spróbuję nauczyć się nowego zwierzątka z origami, czy uszyć maskotkę. Albo zaprojektować sukienkę, stworzyć t-shirt z odręcznym nadrukiem. Pomaluję na szkle, zabawię się z biżuterią. Stworzę nowy dom dla moich drewnianych manekinów. Sfotografuję coś. Utkam.
I kiedy uświadamiam sobie, że rzeczy, których ciągle próbuję jest tak wiele, wiem, że celem jest tworzenie, czynność sama w sobie. Niekoniecznie efekt końcowy, gdyż gdy oddaję się mojej manii tworzenia, jestem szczęśliwa. 

Bloga założyłam, by ćwiczyć moją systematyczność (co póki co marnie mi wychodzi), ale też by poznać i wymieniać się myślami ze wspaniałymi ludźmi - Wami. Piszę o wszystkim, więc by być modną, powiem, że to "lajf-style". Choć gdybym miała się wrzucić do jakiegokolwiek worka, zapewne wrzuciłabym się do tego o nazwie "Inne, nie do końca sprecyzowane odmęty internetu". 

A tak na serio, gdybym kiedykolwiek miała się wrzucić do jakiegokolwiek wora, to nie ważne byłoby, jak się nazywa. Ważne, by był miły w dotyku, najlepiej wełniany, i żeby przy okazji (albo przede wszystkim) dało się w nim oddychać. 






0 komentarze:

Prześlij komentarz