wtorek, 1 września 2015

I'm Batman

No dobra, do Batmana mi daleko, nawet nie mam z nim koszulki. Deanem z Supernatural także nie jestem, więc kolejne pudło.Nie mam swojego wypasionego batmobila, nie ubieram się na czarno (mroczne czasy już za mną) i nie ratuję świata. 
Za to jednego nietoperza - a i owszem. 


Oto i on - około cztero-centymetrowy nietoperz.Zdjęcie robione ziemniakiem w łazience, gdzie oświetlenie pozostawia dużo do życzenia.

Dla niektórych wakacje się już kończą, dla mnie - jeszcze nie, co nie zmienia faktu, że czuję się trochę jak na półmetku lata. Powoli szykuję się do powrotu na stancję, gotowania samemu sobie obiadów i jedzenia ze słoików (słoik - zdecydowanie najlepszy przyjaciel studenta). 

Jako, że w ciągu lata napisałam tyle wpisów, co kot napłakał, w ramach rekompensaty podzielę się z Wami moimi wspomnieniami z tychże miesięcy. Spokojnie, obędzie się bez przelotnych romansów i dram rodem z "pamiętników z wakacji", "ekipy z new jersey", czy co tam jeszcze puszczają w telewizji. 

Ok, zatem po tym przydługim wstępie, czas na pierwszą historię, najświeższą. Tak, będziemy przeżywać wakacje od końca. A kiedy dojdziemy do czerwca, czas zacznie znów płynąć normalnie, zamiast się cofać, a my zyskamy kolejne wakacyjne chwile.

Parę dni temu w końcu przeszłam się nad Wisłę, do której mam zaledwie kilometr, może półtora. Jako, że - jak wszyscy wiemy - poziom wody w niej drastycznie zmalał, zaczęto z niej wyławiać różne rzeczy, a i co niektórzy podchwycili temat i szukali skarbów.

Uważam się za osobę, która ma farta, szłam więc z nastawieniem, że dobrze byłoby coś znaleźć. Osobiście, jak to kobieta, liczyłam na naszyjnik, czy inną błyskotkę. Biżuterii nie znalazłam, za to spotkało mnie coś niebotycznie lepszego. Stworzenie, żywe, małe, ranne. Nietoperz, w środku dnia, w pełnym słońcu, dwa metry od brzegu. Nie udzielam się w żadnych wolontariatach, schroniskach, nawet nie posiadam żadnego zwierzęcia. Czyli jeśli chodzi o jakąkolwiek wiedzę, jestem laikiem. 

O ile w mojej okolicy nietoperzy jest mnóstwo, to nigdy nie miałam okazji, by ujrzeć jakiegoś z bliska. Pierwsze co zrobiłyśmy, to razem ze znajomą zapewniłyśmy mu cień i podałyśmy wodę, a potem zaczęłyśmy szukać numerów do "animalsów". Pamiętam, jak koleżanka ciągle mnie poprawiała, gdy rozmawiając przez telefon mówiłam "dzień dobry, znalazłam martwego nietoperza, co mam zrobić?". No cóż, każdy czasami się przejęzycza. 

Dodzwoniłyśmy się najpierw do klubu przyjaciół zwierząt, gdzie podano nam numer do centrum zarządzania kryzysowego - jak znajdziecie jakieś zwierzę, to dzwońcie tam od razu. Poinformowano nas, aby karlika (tak, internet dużo mówi o nietoperzach, nasz nazywał się karlik drobny) wziąć w szmatkę albo włożyć do pudełka, a następnie przenieść do siebie do mieszkania, skąd w przeciągu dwóch godzin odbierze go weterynarz. I rzeczywiście, wszystko przebiegło bardzo sprawnie - choć okropnie panikowałyśmy, czy maluch z chustki nie wypadnie. W domu spędził u mnie dwie godziny, po czym został zabrany przez weterynarza. 
Z tego, co wiem, karlik aktualnie dochodzi do siebie i za jakiś czas, gdy wyzdrowieje, zostanie wypuszczony na wolność. 

Więc to oto krótka historia na początek. Podzielcie się też swoimi, jestem okropnie ciekawa, co u Was :D

A, i na koniec - pamiętajcie, koniec końców dzikie zwierzęta mogą przenosić różne choroby, więc nie dotykamy ich gołymi dłońmi, nie głaszczemy itd. 

2 komentarze: