poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wynieśmy coś.

Powody, przez które mnie nie było:
Dziergając, nie myślę.
Pływając, zapominam oddychać.
Idąc, zapominam ruszać nogami.
Pisząc, zostawiam pustą kartkę.
Malując, pamiętam o mruganiu.


A żeby nie być gołosłownym, oto fragmenty skończonego już szalika. I lampion, gdyż wciąż mamy adwent.


Słowem, nie chcę, by blog stał się miejscem wyrzucania śmieci życia codziennego. Po prostu.

Co planujesz wynieść z tych świąt?
Ha, wiem, pytanie równie banalne i oklepane, jak większość tematów związanych z Gwiazdką. Niekoniecznie z Bożym Narodzeniem, tylko z tą komercyjną sieczką, która przytłacza istotę tych paru dni. Na niekorzyść działa fakt, że chwilę później jest Sylwester, kolejna zabawa, okres składania sobie nowych postanowień, rozliczania się z rokiem ubiegłym. Nie wiem jak Wy, ale nigdy nie stawiałam sobie postanowień noworocznych. Co nie znaczy, że stawiania sobie celów unikam, wręcz przeciwnie. Zwyczajnie nie potrzebuję do tego zachęty w postaci Nowego Roku.

Wiem, że wielu ludzi - pewnie też wielu z Was - nie przepada za świętami. Za tym, że trzeba być miłym dla rodziny, z którą jest się skłóconym, za to, że budzi się nadzieja "tym razem będzie lepiej", za te wszystkie czasochłonne przygotowania, zazwyczaj niedające pozytywnego efektu. Może niektórych boli upadek tradycji. Ostatnio zastanawiałam się, jak długo musiałabym chodzić w Wigilię po domach, by zastać domostwo z miejscem dla niespodziewanego gościa. To ciekawe zagadnienie, gdyż nawet jeśli w mieszkaniach stoi dodatkowe krzesło i talerz, to ile ludzi miałoby odwagę wpuścić do siebie obcą osobę? Nawet jeśli ma tylko metr sześćdziesiąt wzrostu i miłą twarz. Gdyby nie fakt, że mam z kim spędzić te parę dni, zapewne nie skończyłoby się na gdybaniu. A z drugiej strony, mam nadzieję, że nigdy nie będę postawiona w takiej sytuacji z przymusu.

Jak reagujecie na nadmiar wolnego czasu? Przygotowania przedświąteczne są czasochłonne, ale później nie brakuje czasu na odpoczynek. Osobiście mnie to trochę przeraża. Tyle czasu, a planów brak. Co jeśli te kilka dni przeleci przez palce? Zginą w pościeli albo utopią się w filiżance herbaty? Popłyną prosto do naszego żołądka razem z dwunastoma potrawami, a potem odejdą w niebyt? A jeśli spędzę moje małe wakacje bez refleksji, dopiero pod sam koniec przypominając sobie o tym, jak wiele chciałam osiągnąć?

Nieuporządkowana rzeczywistość traci znamiona jawy, staje się snem, czasami świadomym, czasami marą. Zdarza się, że bywa historią nierówną, chwiejną, jak noce, w których budzisz się co pół godziny, a rano czujesz się wyspany i zmęczony jednocześnie, wyprany, bezsilny. Nie chcę mieć nadziei, że nie zmarnuję ani chwili - chcę mieć pewność. A mam już odrobinę samozaparcia, więc cel jest na wyciągnięcie ręki. Życzę Wam tego samego, uporu i zdrowego rozsądku. 

A przy okazji Wesołych Świąt.


2 komentarze:

  1. Heh, jak dla mnie to ''od nowego roku coś tam zacznę'' zwykle, jak obserwuję, jest po prostu wymówką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Dlatego, jeśli ktoś chce coś zmienić w sobie, czy w swoim życiu - nie potrzebuje do tego nowego roku i fajerwerków. :)

      Usuń