czwartek, 16 października 2014

Odzywam się.

Odzywam się. Dlaczego, po co? Bo mogę. Bo chcę. Bo mam coś do powiedzenia. Bo mam dłonie, które tworzą, usta, które mówią, umysł, który myśli. Bo po to jestem stworzona - by mówić, a nie tłamsić w sobie wszystko, a zwłaszcza siebie. Odzywam się, daję znak światu, że jestem tutaj, zaznaczam swoją obecność. Ale nie krzyczę. 



Czy milczenie jest złe? Nie. Trzeba umieć milczeć, a tym bardziej trzeba umieć mówić. Spójnie, spokojnie, przekazując prawdziwy przekaz, a nie jego pochodne, zmutowane potwory ubogiej - bo ludzkiej - mowy. To jest problemem, gdyż myśl jest krystaliczna, czysta i nieskażona. Myśl, uczucie, wrażenie. A my ograniczamy się tylko do jednego środku przekazu, tego najprostszego i najbardziej niszczącego. Tak, też to teraz robię. Nie maluję dla Was posta, nie odgrywam go na instrumencie, nie nagrywam mojej mimiki, nie rzeźbię ulotnego ducha. Po prostu piszę. 
Jednak czy odzywanie się jest jednoznaczne z mówieniem? Wiele osób nie ma nic do powiedzenia, a mówi krzyczy. Istot prawdziwie mówiących jest niewiele. I nie chcę być pyszna mówiąc, że do nich należę, bowiem - bez względu na nieskromność, pewność siebie i egocentryzm - tytułów się sobie nie nadaje, je się dostaje. I przy okazji dobrze byłoby posiadać trochę ogłady i kultury, bez względu na to, czy jest się zapatrzonym w siebie, czy też nie.

Idąc dalej, czy w tym poście doszukamy się jakiejkolwiek treści, oprócz patosu? Ha, dobre pytanie! A propos pytań - ile znacie osób, które boją się odezwać, wyrazić własne poglądy, które udają, że oni sami nie istnieją? Ile znacie ludzi głośnych, których życie ogranicza się do wielkiej imprezy, którzy przyciągają do siebie jak magnez, lecz - niczym cymbał brzmiący - nie niosą ze sobą niczego wartościowego, żadnego głębiej? I w końcu ile znacie osób, które świadomi własnej pustki ukrywają ją, udając kogoś kim nie są? A ile spotkaliście istot świadomych, które nie muszą się afiszować, nie muszą nosić koszulki z napisem "jestem geniuszem", by wszyscy o tym wiedzieli? W końcu jest różnica pomiędzy pozorowaniem, etapowaniem sztucznością a po prostu byciem. Pierwsze jest jak wykipiałe, spalone mleko, drugie jak woda. 

Powstała moda na bycie oryginalnym, na wyrażanie siebie, na bycie innym. Ego każdemu - nie tylko mi - każdego dnia szepcze, że jest się wyjątkowym, o ile jest możliwe uważanie się za niepowtarzalnego przy takim zaludnieniu. Jak często słyszycie, że jesteście do kogoś podobni? Nie tylko z wyglądu ale i z zachowania, sposobu poruszania się, z cech charakteru. To nic złego, ba, to całkowicie normalne. Każdy chce być inny, przez co wszyscy są tacy sami. Może nasze uczucia, sposób myślenia, spojrzenie na świat także nie są nasze, może są identyczne z odczuciami innych, tylko tego nie da się zmierzyć aż tak dokładnie jak cech zewnętrznych?
A nawet jeśli tak jest, to czy przeszkadza Ci to? Czy czujesz się z tą myślą gorzej, czy może wręcz przeciwnie - lepiej - bo najbardziej na świecie obawiasz się osamotnienia i niezrozumienia? 


Skoro więc jesteśmy tacy podobni, dlaczego komunikacja sprawia nam taki problem?
Czy stoi za tym duma i egocentryzm? Ach, w moim skromnym odczuciu, wszyscy jesteśmy egoistami, tylko ktoś za dzieciaka nam wmówił, że to coś złego. A wiadomo, dzieci - mimo swojego nieraz bardzo dosadnego i błyskotliwego rozumowania - są bardzo ufne. Często także naiwne. A to, w co uwierzymy w dzieciństwie pielęgnujemy wraz z wiekiem, nie dopuszczając do siebie innych myśli. Oszukujemy siebie, by ukryć przed samym sobą fakt, że zostaliśmy oszukani. 


I tak, zadaję dużo pytań, choć staram się nie filozofować - w potocznym tego słowa znaczeniu. Po prostu czasami zaczynam myśleć. Będzie mi miło, jeśli Was także do tego skłonię. Więcej pytajników dzisiaj nie będzie, wystarczająco dużo jest ich w tekście.

Do następnego razu, miłego dnia. 

2 komentarze:

  1. Bardzo interesująco piszesz. To o byciu wyjątkowym, a jednak takim samym jak inni pod tym względem... w moich oczach też jest prawdziwym stwierdzeniem. Tak bardzo każdy chce być inny, że robi to w ten sam sposób co inni. Zgadza się, i tak większość kupuje rzeczy w sieciówkach, i tak każdy ma Nike'i w szafie, i tak robimy to samo. Myślę, że w tym wszystkim najszczęśliwsi są właśnie ludzie przeciętni :) Nie gwiazdy, celebryci, ale ludzie przeciętni :D

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się tu podoba :)
      Właśnie tu jest ten absurd, że chcąc być kimś, sami zakładamy sobie klapki na oczy, by tylko nie dostrzec rzeczywistości. A co do ludzi przeciętnych - siłą rzeczy muszę się zgodzić, dobre spostrzeżenie :D

      Usuń